Home
Olej na KroWroZlot 2004

Inne Galerie z KroWroZlotu 2004
Galeria Batona
Mój tizer :-)
Zdjęcia Licha
Galeria Expressa
Galeria Pticy
Zdjęcia Motylka
Zdjęcia Solara

Piątek, 2004-05-21, godzina 7:10, pakowanie pod domem. Zabieram Yansa spod jego domu i jedziemy do Wisły. Już jestesmy na podwórku ośrodka Rymer w Wiśle. Ptica przekonuje, że wie gdzie mamy jechać. Postanawiamy mu zaufać i wyjeżdżamy. Wspinamy się szlakiem z Wisły w kierunku Stożka.
Na szczęście chłopaki zatrzymują się co jakiś czas jak zobaczą że mdleję więc mam szansę do nich dołączyć ;-) Pracowicie pniemy się do góry. Widoczki są naprawde warte przelanego potu. Ptica w trybie Konsylium geograficznych geniuszy sprawdza, czy dobrze jedziemy :-) Martwa natura I.
Ekspress na dole, ja na górze. Przy schronisku na Stożku (zamkniętym). Ze Stożka postanawiamy zjechać niebieskim szlakiem po czeskiej stronie. Ja zajmuję się fotoreporterką, a chłopaki jednak próbuja. Zadowoleni z siebie zjazdowcy ;-)
Podążamy potem czerwonym szlakiem w kierunku miejscowości Nydek u podnóża Czantorii. Martwa natura II. Zgubiliśmy się na jakimś rozjeździe z częścią grupy, ale humory dopisują. O! Są! potem będą mówili, że na nas czekali gdzie indziej ;-)
Te 3,5km do Nydka to będzie jeden z szybszych zjazdów dzisiejszego dnia. Jedziemy mozolnie pod górkę szutrówką przez las. Gdzieś w tamtym kierunku jedziemy. Tu naprawdę jest pod górkę :-D Wieża widokowa na Czantorii. Tam chcemy dojechać.
Ekspress na przystanku. Niesportofcy twardo młynkują. Express korzysta z okazji, że mnie się nie chce tak zasuwać i zostaje ze mną ;-) Martwa natura III. W tej chacie pod szczytem Czantorii uzupełnilismy braki energetyczne.
Czantoria. Ciemne chmury na horyzoncie zmierzają w naszym kierunku. Postanawiamy podzielić wycieczkę. Jadę z Expressem pod wyciąg na Czantorię spotkać się z WRO, a reszta ekipy jedzie dalej szlakiem granicznym w kierunku Stożka. Express łapie na kamienistym zjeździe snejka. Po dojechaniu w okolice wyciągu okazuje się, że deszcz rozpadał się już na dobre. Czekamy na shellmy i oglądamy krajobraz.
Ten maszt za mną to przyszła stacja meteo, którą buduje moja firma. Musiałem sobie tutaj zrobić fotkę ;-) Shellma Hesia. Shellma Kufel. Shellma Motyllek. Zjazd z Czantorii wykonany
Martwa natura V. Rowerowanie tego dnia się troszkę opóżniło, bo zaczęliśmy dzień od wyjazdu do czech na wizytę w sklepie ze sprzetem turystycznym. Wyruszamy w góry dopiero około 13. Ćwiiiirrrrr, ćwir, ćwir, ćwir ;-))) Dołączyli do nas Roger i Failo i przed wyjazdem w górki uzupełniamy zapasy płynów i przekąsek. Ciuchcia na asfalcie? Dziiiiwneeee ;-)
Wspinamy się z Wisły żółtym szlakiem zmierzając w kierunku Salmopolu. Przerywam mozolną wspinaczkę robieniem fotek widoczków. Tutaj na fotce chyba Stożek :-) A tu widok na Czantorię. Failo też zbiera dokumentację fotograficzną. Jedziemy sobie fajną szutrową dróżką przez wiosenny las. Martwa natura VI.
Martwa nat... Eeeee.. To Roger ;-))) Martwa natura VII. Zając pozazdrościł moich martywch natur i też sobie jedną zażyczył. Pogoda niezbyt pewna ale nie padało. Jechaliśmy takimi drogami jak na zdjęciu w kierunku na Salmopol. Oszroniona potem husteczka z CoolMaxa po zdjeciu kasku. Nowoczesne materiały działają ;-)
Na Salmopolu spotkaliśmy drguą część naszej grupy wypakowującą się z samochodów. My jednak postanawiamy posilić się przed dalszą drogą i poczekać na nadjeżdżających podobno Toruńskich pierników ;-) Docierają Failo z Rogerem. Okazuje się, że 4-letni DNM ST8-RC w rowerze Faila się rozkręcił na drobne kawałki i odmówił współpracy. Failo usiłuje go jakoś połatać, żeby pojechac dalej. Pierniki złapały 100 metrów przed Salmopolem gumę, ale w końcu docierają. Witamy się i zbieramy do wyruszenia w dalsza drogę. W planie jest przejazd czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonka, zjazd do Szczyrku, wyjazd wyciągiem na Skrzyczne i powrót górami na Salmopol. Martwa natura VIII
Czerwony szlak jest chyba najprzyjemniejszym kawałkiem górskiej drogi jakim od dawna jechałem. Aż się nie chce zatrzymywać i przerywać miłej jazdy. Poza tym Pan Baton ciągnie ostro do przodu i trzeba go gonić :-) Trawers Beskidka bardzo mi przypominał kawałki naszego krakowskiego Lasku Wolskiego. Nie mogłem się powstrzymać przed zrobieniem tam fotki. To był naprawde bardzo przyjemny kawałek szlaku. Fotka pod tytułem Nastepnego dnia 4 osobowa ekipa w składzie Baton, Zając, Yans i Olej ucieka przed padającym deszczem i zjeżdżamy do Krakowa koło południa. Ewakuacja zająca ;-) Kultowe błoto...
...dodaje uruku naszym maszynom. (Aaaa. Martwa natura IX ;-) ).